Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

Królewna Śnieżka dla ubogich


Jak każda szanująca się niewiasta urodzona w czasach Gierka zostałam wychowana na bajkach. Prym wiodły oczywiście Kopciuszek i Królewna Śnieżka. Która nie wyobrażała sobie, że jest królewną zamkniętą w wieży, no która?

Kiedy moje rówieśniczki i ja trochę podrosłyśmy zmieniły się odrobinę bajki, które oglądałyśmy. Wymuskany królewicz z włosami przygładzonymi terpentyną i dopiętym na ostatni guzik mundurkiem zamienił się na odrobinę zbuntowanego, trochę potarganego z błyskiem w oku, może niekoniecznie księcia. Czasem główni bohaterowie bajki zamieniali się rolami i to on stawał się Kopciuszkiem. Która szanująca się dziewczyna nie widziała „Dirty Dancing” co najmniej pięć razy, no która?

Czasem królewicz na białym koniu w lśniącej zbroi zamieniał się w biznesmena w białej limuzynie. A Kopciuszek czekał zamiast w wieży, to na ostatnim piętrze obdrapanego bloku. Która nie widziała „Pretty Women”, no która?

Żeby bajka bawiła nie tylko niedoszłe królewny, ale również dzielnych i mężnych zdobywców kobiecych serc, kino przedstawiało nam najróżniejsze modyfikacje opowieści o tych co zabierają bogatym i oddają biednym. Od Robinów Hoodów, poprzez Zorra, Janosiki, na samych Bondach skończywszy. Ileż było tych interpretacji tematów! Od wyboru do koloru. Tak między nami moją ulubioną wersją „Robin Hooda” jest wersja Mela Brooks’a. Zaś totalną porażką według mnie jest wersja Ridley’a Scott’a. To była po prostu żenada. Ale to rzecz gustu, a o gustach się nie dyskutuje.