Jak wszyscy wiemy nie od dziś, nie od wczoraj i nie od
miesiąca, trzeba pracować żeby na chleb zarobić. Czasem mamy własne firmy,
czasem ich nie mamy. Kiedy pracujemy u kogoś, czasem zaczynamy szukać czegoś
innego. A to szef nas za często podłapuje za tyłek albo ociera się
„przypadkiem”. A to pensja miała rewaloryzację w zeszłym stuleciu, a szef nawet
nie chce słyszeć o podwyżce. A to najzwyczajniej w świecie znudziło nam się
siedzenie i pierdzenie w stołek na danym stanowisku i chcemy zmian.
Jako osoba mająca wachlarz umiejętności mam do wyboru
wiele możliwości. Nie jestem ograniczona do jednej branży. Zatem szukam.
Pierwsze kroki skierowałam na portale poświęcone ogłoszeniom o pracę.
Natworzyło się ich od groma. Takie najlepsze są trzy. Nie będę wymieniała ich
nazw, bo to nie reklama, ani pseudoreklama, ani antyreklama. Szukam.
Odruchowo odrzucam wszystkie oferty w jakikolwiek sposób związane
z IT. Przejadło mi się. To co kiedyś wydawało mi się zajebiste, teraz mierzi i
uwiera. Nie uśmiecha mi się siedzieć po 16 godzin na dobę przy kompie. Mam
dość.
Weszłam w dział handlowy. Zawsze byłam dobrym
negocjatorem, doświadczenie duże mam, poparte sukcesami, to dalejże szukać.
Poszukałam. Ogłoszenie jak ogłoszenie. Przedstawiciel
handlowy do sprzedaży chemii gospodarczej. Patrząc na reklamy zawarte w
ogłoszeniu sprzedaż ma dotyczyć kostek do kibla i trutek na insekty różnej
maści. Praca jak praca, uderzyło mnie jednak, (BA!, powaliło na kolana i
przetrawiło!) że do sprzedaży kostek do kibla wymagane jest WYKSZTAŁCENIE
WYŻSZE! Żeby nie było, że jestem gołosłowna, to jest to ogłoszenie:
Skoro do sprzedaży kostek do kibla i trutek na robactwo
wymagają wykształcenia wyższego z zaznaczeniem, że najlepiej po studiach ekonomicznych (!!!), to jakie szkoły trzeba pokończyć żeby leczyć
ludzi, na ten przykład?
Moi państwo… to się nazywa przerost formy nad treścią, a
nie szukanie pracownika.